REKLAMA
REKLAMA

Znakomity Karol Linetty? Nic nowego

dodał: redakcja  |  źródło: Goal.pl  |  15.10.2020 19:16
Znakomity Karol Linetty? Nic nowego

Karol Linetty  |  Grzegorz Wajda

Nowy profil goal.pl na Facebooku!
Karol Linetty to jeden z największych wygranych ostatniego zgrupowania reprezentacji Polski. Pomocnik Torino przez długi czas był pomijany przez selekcjonera. W najważniejszych meczach nie widział dla niego miejsca Adam Nawałka. Jerzemu Brzęczkowi zdarzyło się nawet nie wysłać Linettemu powołania na zgrupowanie. Wreszcie otrzymał szansę. Kibice w Polsce przekonali się, że Karol jest Karolem, a nie małym Karolkiem, o czym fani Serie A wiedzą już od dawna.

Dwa mecze w koszulce z orzełkiem na piersi, od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty, i to w ciągu zaledwie tygodnia. Czegoś takiego Karol Linetty w reprezentacji nie przeżył nigdy. Trudno w to uwierzyć, bo debiutował w niej przeszło sześć lat temu. Przed październikowym zgrupowaniem tylko dwa razy zagrał w kadrze w pełnym wymiarze minut. Z Irlandią w 2015 roku, gdy pieczętowaliśmy awans na Euro we Francji i - ponownie z Irlandią - w meczu towarzyskim, trzy lata później. Niewiele.

Wychowanek Lecha długo czekał na swoją szansę. Przyjął w trakcie sporo ciosów. Euro we Francji? Zero minut na boisku. Mundial w Rosji? Powtórka z rozrywki.

- Bolało go to, gdy był pomijany w najważniejszych meczach reprezentacji. Nas bolało jeszcze bardziej, bo uważaliśmy, że nie zasługuje na takie traktowanie. Gdy jechał na duży turniej i nie wchodził na boisko nawet na moment. Był zły, ale publicznie nie narzekał. Zaciskał zęby i pracował jeszcze ciężej, żeby otrzymać kolejną szansę – opowiadała nam rok temu mama Karola Linettego, którą przypadkowo spotkaliśmy w samolocie.

Czytamy obecnie, że Karol Linetty wreszcie dojrzał do takiej gry w kadrze jak przeciwko Finlandii i Bośni i Hercegowinie. Oglądając go regularnie w Seria A tę dojrzałość, jakość i ciąg na bramkę widzieliśmy od dawna. Może nie tydzień w tydzień, ale możemy śmiało stwierdzić - Linetty we Włoszech to jest uznana marka. Nie ma przypadku w tym, że zdarzało mu się w Sampdorii rozgrywać mecze z opaską kapitana na ramieniu. Gdy brakowało Fabio Quagliarelli, to właśnie Polak był kapitanem Blucerchiatich. Dla obcokrajowca, w zagranicznym klubie, trudno o większe wyróżnienie. Wierzy w niego Marco Giampaolo. Lidera widział w nim Claudio Ranieri. W ostatnim sezonie Linetty przeobraził się w piłkarza bardziej ofensywnego, głodnego bramek, asyst, chcącego grę napędzać. Przesunął swój boiskowy środek ciężkości w stronę ofensywy. Wreszcie to samo, co Giampaolo czy Ranieri zobaczył selekcjoner Jerzy Brzęczek.

Dwa ostatnie lata Linettego we Włoszech były bardzo dobre, a momentami nawet znakomite. Gdy w lipcu Sampdoria balansowała na granicy strefy spadkowej Linetty był jednym z tych, którzy ciągnęli zespół za uszy. Biorąc pod uwagę zawodników La Samp, którzy rozegrali przynajmniej 20 meczów w sezonie, Linetty był w trójce z najwyższą średnią not według La Gazzetta dello Sport. To dowód na boiskową jakość i stabilizację formy.

Latem Polak zmienił otoczenie. Po czterech latach Sampdorię zamienił na Torino. Nie jest to ani krok do przodu, ani do tyłu. Trafił do klubu o podobnym potencjale. Kibice w Turynie z tego ruchu byli zadowoleni. 25-latek mający w nogach ponad 100 spotkań w Serie A, w okazyjnej cenie – trudno im się dziwić. Podczas gdy nad Padem słychać było zadowolenie, nad Wisłą pojawił się pomruk niezadowolenia. Ale jak to tak, do Torino?!

Naszym zdaniem to bardzo przemyślany transfer. Odkąd Linetty trafił do Włoch zawsze był podstawowym zawodnikiem. Latem 2016 roku wskoczył do wyjściowego składu i nawet na moment nie oddał nikomu miejsca. W Turynie Karol ponownie może współpracować z Marco Giampaolo, który wciąż we Włoszech cieszy się dobrą renomą. Giampaolo to typ introwertyka, podobnie jak Linetty, dlatego w Genui ich współpraca układała się wzorowo. Linettemu nie przeszkadzało, że trener rzadko rozmawia z piłkarzami, co chociażby dla Dawida Kownackiego stanowiło problem. Ważną rolę w tym transferze odgrywają też pieniądze. Blisko 1,5 mln euro netto za rok gry to już poważne zarobki. Z perspektywy Linettego to dobry i przemyślany ruch. Na pewno istotną rolę odegrała też kwestia zmiany otoczenia. Cztery lata w jednym klubie to długo. Chęć spróbowania czegoś innego. Posmakowanie życia w innym mieście, to również jest atrakcyjne.

- Kiedyś, jak polski piłkarz grał w Bundeslidze czy w Serie A, to było to odbierane jako sukces. Teraz, jak Polak gra w Serie A, to już nie robi wrażenia. Jakbyś jadł codziennie nutellę, to w końcu przestałaby ci smakować – tłumaczy nam obrazowo Bartosz Salamon. - W Polsce Polak często jest niedoceniany. Bywało tak, że ktoś wyjeżdżał za granicę, a potem wracał z podkulonym ogonem. Teraz wielu z nas sobie tutaj poradziło i ludzie zaczynają mówić: "Czekaj, coś jest nie tak. Ta liga chyba jest słaba". Prawda jest jednak taka, że jest coraz mocniejsza. Po prostu ciężką pracą udało się przebić, wyrobić markę i tak to wygląda. Przeciętny Polak w to nie wierzy. Ludzie szybko przyzwyczajają się do dobrobytu. Pamiętam, jak jeszcze mieszkałem w Polsce. Andrzej Niedzielan grał w NEC Nijmegen i wszyscy to oglądali. To było coś. Obecnie mam wrażenie, że gra we Frosinone to dla niektórych powód do wstydu. W końcu tylko balansujesz między Serie A a Serie B. Doszliśmy do tego poziomu, że na ludziach robi wrażenie tylko gra w Napoli, Milanie czy Juventusie – zauważa Salamon.

Wiadomo, że chcielibyśmy oglądać Linettego w koszulce Interu czy Juventusu. Kolejny Polak w topowym włoskim klubie zawsze oznacza wzrost oglądalności meczów Serie A. Trzeba jednak myśleć racjonalnie. Lepiej być czołową postacią w Torino, niż niewypałem w klubie o większej renomie. To truizm – fakt - ale nas przejście Linettego ze średniaka do średniaka Serie A nie bulwersowało. Początek nie jest łatwy. Może skończyć się podobnymi turbulencjami, jak krótki i zakończony kraksą (niedo)lot Giampaolo w Mediolanie. Dla Polaka najważniejsze jest miejsce w składzie i pole do dalszego rozwoju. Kibice Serie A wiedzą, że Linetty to piłkarz, który wciąż ewoluuje. W ostatnim sezonie występował na skrzydle, na dziesiątce i na ósemce. Claudio Ranieri nie bał się eksperymentować i na tym skorzystał.

Oglądalność meczów Sampdorii nijak ma się jednak do milionów kibiców śledzących spotkania reprezentacji. Wy, którzy to czytacie, pewnie takiego Karola Linettego również znacie od dawna. My po ludzku cieszymy się, że takiego Linettego poznała wreszcie cała Polska.

PIOTR DUMANOWSKI
DOMINIK GUZIAK
ELEVEN SPORTS
OTRZYMUJ NAJNOWSZE LIGOWE AKTUALNOŚCI


REKLAMA

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby dodać komentarz:

Komentarze | 1 komentarz

Pjoter | 15.10.2020 20:39

Pan Piłkarz. Tendencja zupełnie odwrotna do Krychowiaka, który od paru lat miejsce w kadrze miał za zasługi.



kadra.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy